niedziela, 1 marca 2009

Uwaga!

Mam dla was smutną informację... kończymy pisanie tego bloga... bardzo przepraszam wszystkich, niestety, zepsuła nam się poczta, i niestety, podczas pisania bloga blogger wylogowuje mnie gdyż nie mogłam aktywować jakiegoś tam linku potwierdzającego moją obecność. Przepraszam. :-( Nowe konto dostępne pod adresem: www.fudzio.blogspot.com
Przepraszamy, mam nadzieję że to ostatni ras, i obiecuję że następnym razem to się nie powtórzy

piątek, 27 lutego 2009

Hania i Cistin|Wstęp|I rozdział

WSTĘP
Władysławowo to jedno z najpiękniejszych polskich miast. Składa się z małego miasteczka i przedmieścia, a reszta to łąki, polanki, polany, łąki, parki, lasy i bory. W tym właśnie mieście mieszka Hania, 10 letnia dziewczynka chodząca do IV klasy. Jej zainteresowania są, nie wiadomo czemu, bardzo dobrze dobrane, gdyż nie wiadomo wcale czemu interesuje się kynologią( i tym podobnym), fotografią, grafiką komputerową, plastyką, literaturą, muzyką i turystyką. Jej ulubiony owoc to arbuz, gdy tylko są, codziennie biega do sklepu po ten właśnie owoc, wybierając największy z wszystkich. Ulubioną rasa psa zaś West teriery, jest im oddana od zawsze. Jej największym marzeniem jest posiadanie pieska tej rasy, ale wie że to jej nie wyjdzie, mieszkają na przedmieściu, mają dużo miejsca i przestrzeni, jedynie rodzice stoją na przeszkodzie do szczęścia.

Rozdział I
Był piękny, zimowy poranek, Hania mocno spała, gdy nagle zadzwonił budzik. Dziewczynka wstała z mozołem po czym wyjęła z szafy ubrania. Powoli się ubrała, wzięła plecak na korytarz i poszła do kuchni. Mama ciągle z kimś rozmawiała i spisywała jakieś numery, adresy i nazwy, niestety pismo mamy było okropne, i nic nie można było wyczytać, jedyne co Hanka dojrzała to napis „Lady Word” i „Biała osa”, od razu gdy to ujrzała, wiedziała że mama coś kombinuje, poznała tą nazwę, „Lady Word” i „ Biała Osa” to Polska hodowla psów rasy West terier. Czyżby mama zamierzała kupno psa? Nie, na pewno nie, takie było zdanie Hanusi, bo nie wiedziała do czego zdolna była jej mama, więc zrobiła sobie kanapkę z serem i wyszła. Idąc tak rozglądała się dookoła, gdyż wczoraj koleżanka pokazała jej nową, krótszą drogę do szkoły. Na drodze leżał biały, puszysty śnieg sięgający do kolan, a po bokach jezdni rozkładały się dęby i buki, tworzące przepiękny tunel swoimi gałęziami. Za drzewami było sporo miejsca na spuszczenie psa ze smyczy, gdyż we Władku jeździ mało samochodów a wielkie polany ogrodzone były drzewami, z jednej strony bukami i dębami, z drugiej brzozami, z trzeciej świerkami a z czwartej sosnami. Za łąkami znajdował się wielki las, w którym często wiele ludzi chodzi na grzyby, jeżyny, maliny, jagody itd. Po 20 minutach Hania znalazła się na wielkim podwórku szkolnym. Weszła do budynku rozebrała kurtkę, szalik, czapkę i rękawiczki. Weszła na piętro i podeszła do klasy nr. 14, gdzie były już wszystkie jej koleżanki. Opowiedziała im o tym co zauważyła dziś rano na kartce, a jako że wszystkie jej koleżanki z klasy były wielkimi miłośniczkami i posiadaczkami psów bardzo się ucieszyły, gdyż każda z nich już swojego pupila miała.
Na lekcjach mieli temat „ Zwierzęta ze schroniska”, więc temat na myśli Hanusi. Potem trzeba było napisać opowiadanie o jakimś zwierzaku ze schronisku. Hania opisała historię pewnej dziewczynki Ani która znalazła na ulicy małego, Czarnego pieska, który mógł nie przeżyć gdyż zima była bardzo sroga. Do tego zrobiła rysunek pięknego cairn teriera i oddała pani. Za zadanie dostała oczywiście „5” gdyż była najlepszą uczennicą w klasie. Gdy dziewczynka wróciła do domu zauważyła ze we domu jest tylko tata, który spytał jak w szkole, po czym podał jej zupę ogórkową, którą Hania zjadła ze smakiem. Potem poszła odrobić lekcje. Gdy odrobiła lekcje drzwi do jej pokoju otworzyły się. Do pokoju weszła mama z… białym szczeniakiem na rękach. Hania aż odskoczyła od biurka i rzuciła się mamie na szyję, mówiąc to krótkie, lecz wdzięczne słowo „dziękuję”. Niestety było już późno i trzeba było iść spać, ale mama zamknęła maluszka w kupionym wcześniej potajemnie kojcu i przykryła go kocem.
Następnego dnia po szkole Hanusia, wraz z rodzicami poszła do sklepu zoologicznego. Zakupili małemu psiakowi całą wyprawkę, wszystko ze sklepu z gadżetami dla małych piesków- całą kolekcję kokardek i ozdób do obroży, żółto oliwkowe łóżko, komplet ciastek dla psa w kształcie kółek, niebiesko oliwkową torbę dla psa, właściwie kupili wszystko co sklep oferował. Mama w końcu mogła wykorzystać pusty pokój, jako schowek na to wszystko. Tata wymalował pokój w parę minut na zielono, powstawiał stare szafy, półki itd. A potem Hania mogła poustawiać wszystkie rzeczy, tylko łóżko zostawiła. Potem poszli do sklepu zoologicznego i kupili dwie srebrne miski na stojaku, karmę Eukanuba dla Westie i kosmetyki firmy beaphar. Potem mama Hani wyczyściła specjalną półkę na trofea( gdyż obiecała że sunia będzie jeździć na wystawy, ponieważ ma rodowód). I w końcu nadszedł czas na nadanie psu imienia. Hanka od razu wykrzyknęła „ Cistin” i tak zostało.

niedziela, 22 lutego 2009

Gdzie jest Kimi?

Witajcie!
Gdy wczoraj byłam u babci, wyszłam z bratem i Kimi na klatkę schodową żeby się wybiegałam, spuściłam ją ze smyczy i usiadłam na schodach. Po 5 minutach, gdy kociak się zmęczył poszłam do babci, bo przecież nie będziemy tu siedzieć. Po jakimś czasie, zauważyliśmy że kocurki nie ma. Poszłam do dwóch zamkniętych pokoi( zamknięte są żeby nie weszła, bo wtedy nie idzie nad nią zapanować) być może weszła jak mój brat wchodził na chwilę. Przeszukałam wszędzie, pod łóżkiem, w szafach, pod szafami, za szafami, za sofą, na oknach. Nie ma. Zajrzałam jeszcze raz pod szafę i co ujrzałam… zbitą ramkę na zdjęcie. Zawołałam mamę, mama zajęła się ramką i zdjęciem a ja poszłam do kuchni poszukać, z miski jedzenia ubyło, więc przeszukałam całą kuchnię, szafy, meble, okno, lampy a nawet lodówkę i piekarnik. Jak nie ma tak nie ma. Poszłam do łazienki. Tam również jej nie ma. Na korytarzu też nie. Poszłam na klatkę i całą przeszukałam, nawet pokoje dla wczasowiczów, piwnicę itd. Nagle coś usłyszałam… tak, to jej dzwonek. Po chwili Rafał( mój brat) zawołał mnie. Kimi najspokojniej spała między fotelami. Od razu wzięłam ją na ręce i przytuliłam. Mam nadzieję że więcej nic takiego nie zrobi. :D Ale dobrze że się znalazła. Zaspana nie wiedziała co się działo położyła się na poduszkę.
Pozdrawiam Alicja Ł.

wtorek, 10 lutego 2009

Fudziowe urodziny


Witajcie!
Jak wiecie dziś 10 luty. Czyli? Co to za okazja? Pewnie takie sobie zadajecie pytania. A więc ja mam dla was odpowiedź: dziś urodziny Fudzia. Fudziak kończy dziś trzy lata, co jak przeliczyć na psi wiek, oznacza dwadzieścia sześć. Co prawda prezentu jak na razie nie mam, gdyż miała być to 10-15 m. linka, lecz niestety nie miałam okazji jej kupić. Gdy tylko pojedziemy do jakiegoś dobrego sklepu zoologicznego to mu kupię, ponieważ u nas nie ma. Chcę mu kupić linkę , gdyż jest dłuższa niż 5 m. smyczy automatycznej, więc na spacerach, gdzie nie można go spuścić, będzie mógł i tak pobiegać, nie mając ograniczeń do 5 m. a będzie mógł iść przede mną, na przykład na dłuższy spacer, to spuszczę go dopiero na łące czy innym bezpiecznym miejscu, a i tak się wybiega. Gdy porównać tą małą kulkę sprzed trzech lat, to widać jaki był mały, a teraz jest dużo większy. ;D Urodzin hucznych nie wyprawiamy( bo po co) ale tort będzie. A dokładniej skombinuję jakaś mieszankę jego ulubionego jedzenia. A właściwie już przygotowałam przepis, tylko chipsów brak, a je lubi również bardzo.
Składniki:
2 szklanki wody
10 plasterków parówki
10 kawałków szynki
5 kawałków sera
I jakieś dodatki.
Przygotowanie:
Wlać pół szklanki wody do miski, po czym zmieszać z wszystkim. Następnie dolać resztę wody. Udekorować, a potem odstawić na godzinkę, aby psa pokusić, i gotowe!;)Mam nadzieję że Fudziowi się tort spodoba.
Pozdrawiamy

poniedziałek, 9 lutego 2009

Witajcie!

Witajcie!
Jestem szczęśliwą posiadaczką czterech zwierząt, trzech psów i kotki. Prowadzę „Domowe Biuro pomocy zwierzętom - SILVER VIND”, czyli pomagamy(Ja i Fudzi, jeden z moich psów)zwierzętom mieszkającym na ulicy, jak na razie posiadamy dwa, ale one już nowego domu nie znajdą, niestety, gdyż wszystkich zaufanych przepytaliśmy, żaden z nich nie chce ani jednego. Niestety zwierzęta którym pomagamy muszą mieszkać na ulicy, gdyż rodzice się nie zgadzają na trzymanie ich w domu ani wybudowanie kojców, więc pomagamy im znajdując dla nich nowe domy, dokarmiając je itd. Moimi zwierzakami są:
Fudzistinio- pies rasy West highland white terier, urodzony 10 lutego 2006 roku. Dostałam go pod koniec 1 klasy, w marcu. Pochodzi on z pewnej, nieznanej mi Słowackiej hodowli. Jest bardzo żywiołowy i zabawny. Szybko się uczy, uczymy się metodą klikerową. Fudziak uwielbia zabawy z innymi psami chociaż najpierw napada z wyszczerzonymi zębami i chęcią pogryzienia, to po chwili staje się milutki.
Kimi- Kimcię wzięliśmy ze sklepu, gdzie siedziała w dość ciasnej klatce z dwoma innymi kotami, gdy przywieźliśmy ją do domu, nie umiała chodzić, za to umiała już załatwiać się do kuwety.
Czarek- Czarek to pies który należy do Silver Vind’u, ale jak pisałam, on domu nie znajdzie. Znaleźliśmy go(Ja i Fudziak) na ulicy tego lata 7 lipca gdy był szczeniakiem. Jest bardzo grzeczny ale i ostrożny, boi się niektórych ludzi, ale tak jest bardzo ufny.
Wiluś- 6 letni pies który niegdyś należał do mojej babci a dokładnie 24 lutego uciekł, lecz tego lata się odnalazł, jest psem w typie pinczera miniaturowego(Czarnego z podpalanym).
To tyle, pozdrawiamy Alicja i jej zwierzęca ferajna
Zgodnie z ustawą 4 lutego 1994 roku na blogu obowiązują prawa autorskie!